Okiem mamy: Roraty

Pierwszy raz na roraty przyszłam jako bardzo już dorosły człowiek. Wstając o 5:30 z zamiarem pójścia do kościoła czułam się jak prawdziwy Boży rycerz (w wersji żeńskiej). Pewna byłam, że msza zaczynająca się o 6:00 rano prowadzona będzie przez zaspanego księdza jest dla niewielkiej grupki parafian (pewnie staruszków). Dochodząc do kościoła widziałam ciemność – wszedzie ciemność, wewnatrz i na zewnątrz. To tylko utwierdziło mnie w moim przekonaniu.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy po otwarciu drzwi moim oczom ukazał się widok niezwykły. Prawie nie było wolnych ławek, a kościół dominikanów na warszawskim Służewie jest dość pokażnych rozmiarów. Świece, wszędzie świece. Schola. Noooo…. Powoli czułam jak opada ze mnie rycerska zbroja pozostawiając wzamian moją zwykłą kurtkę, w której z pokorą skuliłam się na pierwszym wolnym miejscu.

Postanowiłam, że od tego dnia na poranne msze w Adwencie będę chodzić codziennie. Sęk w tym, że z tego co pamiętam było to tuż przed Bożym Narodzeniem, więc się nie nachodziłam 🙂

Uczucie zadziwienia pamiętam do tej pory. Do służewskich dominikanów mam teraz spory kawałek (ale da się dojechać). Jednak emocje podobne do tamtych wracają do mnie zawsze, kiedy na koniec rorat dla dzieci w naszej parafii do księdza Roberto kiedyś, a teraz do księdza Krystiana ze wszystkich dziur, kątów i zakamarków wyłaniają się dzieciaki. Duże i małe, z plecakami i bez, z rodzicami, babciami albo same. Za kazdym razem widzę też tego samego małego chłopca – ma około 8 lat, zawsze w jednej z pierwszych ławek, trzyma dzielnie swój lampion i w ogóle nie ziewa. I tak chyba codziennie, bo widzę go zawsze jak jestem. Dociera wtedy do mnie sens tego, o czym mówił Pan Jezus: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”.

Tak więc, jeśli boicie się, że Wasze dziecko będzie na roratach samo, to wiedzcie, że nic bardziej błędnego.

Niech o prawdziwości moich słów zaświadczy i to: przecież wiadomo, że każde dziecko może zjeść dużą ilość pączków. Ale do zjedzenia takiej fury po wtorkowej mszy potrzeba naprawdę sporej gromadki.

Wtorek, 6:30. To da się zrobić!

Iwona

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *