Przedświątecznie

Tak sobie myślę przedświątecznie, że jak to dobrze jest wstać rano, pójść na roraty i posłuchać, jak ktoś mówi mądrze.

Ten Zachariasz… czy nie jest to historia o każdym z nas? Przejście od myślenia typu „Jestem stary, nic z tego nie będzie i w ogóle” do „Jan mu będzie na imię” – do tego trzeba naprawdę trzeba chwili milczenia. A tymczasem ile my gadamy, przed świętami zwłaszcza! Żeby chociaż nasz słowa były tak treściwe jak te, które można usłyszeć od niektórych mądrych ludzi głoszących nam Słowo Dobre. W naszej kaplicy na przykład.

Pamiętam, że kiedyś przed mszą ksiądz Krystian powiedział o jednym z czytań z Ewangelii: opowiada ona o tym, że szczęśliwi jesteśmy, bo my wiemy O CO CHODZI.

No, mamy farta, że wiemy o co chodzi, a nawet o co NIE chodzi, prawda? Wiemy, że nie trzeba aż do pierwszej gwiazdki biegać po dostępnych warszawskich supermarketach, żeby kupić najlepsze świąteczne skarpety dla dziadka. Że nie musimy odsuwać wszystkich mebli i zrywać boazerii (jak kto ma), bo „na święta musi być posprzątane”. Mało tego, nawet jak nie sprzątniemy za łóżkiem i pod regałem, to Boże Narodzenie i tak się odbędzie. Nawet jak sernik opadnie a makowiec pęknie (albo odwrotnie)! Serio! Dobrze, że wiemy, że czasem trzeba pomilczeć jak Zachariasz, żeby zdać sobie sprawę z tej wielkiej rzeczywistości, która nie ma nic wspólnego z tym, że lampki na choince są symetrycznie rozmieszczone. Rzeczywistość jest taka: BÓG SIĘ RODZI! To ci dopiero!
/Iwona/

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *