Okiem mamy: św. Etelbert z Kentu

Uważasz, że nie jesteś gotowy? że brak Ci dojrzałości, żeby podołać tym czy innym wyzwaniom? może czas pomodlić się do św. Etelberta!

Nie wiem, czy znacie kogoś, kto ma dzisiaj imieniny. Jakiegoś małego albo dużego Etelberta. Ja nie znam. Ale myślę, że każdy zna jakiegoś ośmiolatka, który chciałby być królem i rycerzem. A św. Etelbertowi właśnie tak się życie ciekawie ułożyło.

Naprawdę: został królem Kentu po śmierci swojego ojca w roku 560. Miał wówczas lat osiem. Zmarł mając lat (około) 64. Szybka matematyka… Tak – 56 lat rządów. Mało tego, ożenił się około roku 588… W naszych czasach byłby w „zerówce”.

Oczywiście, że na początku w rządach pomagała mu rada, ale najważniejsze decyzje zapadły, kiedy był już całkiem samodzielnym władcą. Rządził swoim królestwem roztropnie, a na dodatek doprowadził do zjednoczenia prawie wszystkich królestw Anglii. Ale po kolei.

Jak już mówiłam, ożenił się wcześnie. Jego żoną została pobożna francuska królewna o wdzięcznym imieniu Berta. Razem z nią na ziemie rządzone przez młodziutkiego władcę zawitało chrześcijaństwo w osobach nie byle jakich ambasadorów: św. Augustyna z Canterbury i św. Wawrzyńca (oraz przybyłych z nimi 40 mnichów-kapłanów benedyktyńskich). Podwładni zaczęli się masowo nawracać, ale sam władca zwolennik podejścia, gdzie każda decyzja potrzebuje dojrzeć, ochrzcił się dopiero w wieku lat 36. Był pierwszym królem Anglii, który podjął taką decyzję. Wkrótce nawrócili się również jego siostrzeniec i zięć.

Do nawrócenia podszedł bardzo na serio: dużo się modlił, pościł i umartwiał. Co ciekawe jednak, swoich poddanych nie zmuszał do niczego (taki to król!). Tam gdzie rządził panowała wolność religijna, bo Etelbert wierzył, że prawdziwie uwierzyć można tylko w wolności sumienia.

/Iwona/
(żródło: brewiarz.pl, http://martyrologium.blogspot.com)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *