Okiem mamy: św. Perpetua i św. Felicyta

perpetuafelicity-1
Będąc w Rzymie zabłądzić można do wyjątkowego kościoła. San Stefano Rotondo jest świątynią niedużą, raczej nieobleganą przez turystów. Trudno wspominając rzymskie spacery pomylić to miejsce z jakimś innym. Chodząc wokół ołtarza umieszczonego pośrodku owalnej przestrzeni otoczonej kolumnami podziwiamy freski niezwykłe i nieco szokujące. Przedstawiają one sceny męczeństwa pierwszych chrześcijan. Są oni grzebani żywcem, podpalani, mają ucinane kończyny… Galerię tę można by nazwać „100 i 1 sposobów na odebranie życia chrześcijaninowi”. Co ciekawe, mimo tak okropnych mąk, przedstawieni tam wierni prezentują niewzruszone i pogodne oblicza. Jedna z męczonych dziewic ma na twarzy nawet coś w rodzaju pogodnego uśmiechu. Może to mogłaby być św. Perpeua, młoda matka której dziecko przynoszono do więzienia, żeby mogła je nakarmić? Albo św. Felicyta, która swoją córeczkę urodziła w ciemnym lochu?
 
Wielu świętych dawnych czasów ma biografie raczej nieznane, często to co o nich wiemy opiera się na legendach. Inaczej rzecz się ma z tymi świętymi kobietami. Żyły w II wieku, jednak aż do dziś przechowały się świadectwa ich wiary, z których głównym jest pamiętnik, który Perpetua pisała przed śmiercią. Opowiada ona między innymi o tym, jak to jej ojciec prośbą i groźbą, argumentami siłowymi i szantażem emocjonalnym usiłował ją przekonać, żeby wyrzekła się wiary w Jedynego Boga i złożyła ofiary za pomyślność cesarza. Dziewczyna miała mu odpowiedzieć tak: „Ojcze, czy widzisz na przykład stojące tam oto naczynie, dzbanuszek, czy coś innego?” „Widzę” — odrzekł ojciec. „A czy możesz je nazwać inaczej niż tym, czym jest ono rzeczywiście?” „Nie, nie mogę” — odpowiedział. „Tak samo i ja nie mogę nazwać siebie inaczej, jak tylko tym, kim jestem faktycznie, a więc — chrześcijanką”.
 
Św. Felicyta jeśli chodzi o męczeńską śmierć bała się tylko jednego – że ze względu na ciążę nie dostąpi jej w tym samym czasie co inni współbracia. Takie było rzymskie prawo, ciężarnych na męki skazywać nie można było. Bóg wysłuchał jej próśb, w ósmym miesiącu św. Felicyta powiła córeczkę. Dziecko zaadoptował jeden z chrześcijan, a św. Felicyta posłana została na arenę, gdzie zginąć miała od dzikich zwierząt.
 
Zachowała się relacja naocznego świadka tych wydarzeń. Dzikie zwierzęta okazały się niezbyt żarłoczne. Obie święte kobiety zginęły od ścięcia mieczem.
 
Dziś czcimy je jako patronki kobiet cierpiących na bezpłodność.
 
/Iwona/
 
Źródło: www.brewiarz.pl
http://www.kbroszko.dominikanie.pl
zdjęcie: https://kwiatypustyni.wordpress.com
 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *