Jezus Zmartwychwstał. Prawdziwie powstał. Alleluja!!! (Triduum Paschalne okiem mamy i chórzystki)

Chociaż trwa jeszcze Oktawa Wielkiej Nocy, to większość z nas już wróciła do codziennych obowiązków. Dla mnie to był bardzo intensywny czas przeżywania Męki Pańskiej i Zmartwychwstania Jezusa. Planowałam napisać kilka słów tuż po rekolekcjach wielkanocnych, ale wtedy jeszcze nie w pełni byłam świadoma, co też takiego niesie dla mnie i całego świata ”Dobra nowina”. Okres przygotowań do Świąt rozpoczął się dla mnie dużo wcześniej, wraz z dołączeniem do Scholi, która została utworzona specjalnie na Triduum Paschalne. Zawsze lubiłam śpiewać, wcale nie mniej niż pisać, więc podjęłam to wyzwanie. Okazało się, że nie było to jednak takie proste, jak mi się zdawało. Moje zmagania wokalne i różne przemyślenia to raczej materiał na osobny artykuł. Ale rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania, zwłaszcza podczas Wigilii Paschalnej w Wielką Sobotę. Przyznam się szczerze, że po raz pierwszy zrozumiałam, co niosą ze sobą te Święta.

Zacznijmy jednak od początku. Pierwsze spotkanie z „dobrą nowiną” zaczęłam, wraz z rodzicami dzieci pierwszokomunijnych i rocznicowych podczas specjalnie dla nas przygotowanych rekolekcji. Trwały dwa dni i były prowadzone przez Księdza Sławomira. Rekolekcjonista snuł nam opowieści, które miały za zadanie przybliżyć, czym jest tak naprawdę Męka i Zmartwychwstanie Jezusa i jaką drogę powinniśmy obrać w życiu, by zrozumieć jej sens. Szczerze przyznam, że uwielbiam słuchać naszego proboszcza. Ma, zresztą tak jak i pozostali nasi księża, wspaniały dar docierania do ludzkiej duszy. Nauki te harmonijnie zgrały się z rekolekcjami księdza Krystiana a także z trwającymi w dalszym ciągu Katechezami grupy Księdza Jarosława.

Cały ten obraz wynikający z ich przepowiadania złożył mi się w całość dopiero podczas Triduum Paschalnego i Rezurekcji. Nie odczułabym tego tak intensywnie bez śpiewania. Muzyka otworzyła wszystkie zamknięte dotąd i skrywane na dnie emocje i uczucia.

Co niesie zatem nam śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa? Przede wszystkim dobrą nowiną jest to, że śmierć nie istnieje, Chrystus pokonał śmierć! Nasze ciała kiedyś umrą, taka jest biologiczna kolej rzeczy, ale mamy obiecane Zmartwychwstanie i wiemy, że tak się stanie! No dobrze, ale przecież to zdarzyło się wieki temu, nie widzieliśmy tego na własne oczy. Co więcej każdy z nas sobie mówi, ok, umrzemy i tyle, tak jak nasi przodkowie, dziadkowie i inni którzy już odeszli z tego świata.

Ale jak przekazują nam księża to nie chodzi tylko o taką fizyczną śmierć. Każdy z nas umiera codziennie, często widzimy nasze życie w czarnych barwach. Mogę powiedzieć na swoim przykładzie, utrata pracy, potem kolejne wyzwania zawodowe, zmagania z codziennością. Wstajesz rano, budzisz dzieci, śniadanie, ta sama droga do pracy. Zmagania i ciągła gonitwa. Masz dosyć, wszystko cię już denerwuje, kłótnie córek, marudny małżonek czy nowe problemy zawodowe. Nie widzisz sensu takiego życia. Chwile szczęścia są krótkie nie cieszą aż tak bardzo. I tak mijają dni, miesiące a nawet całe lata. W środku czujesz, że obumarłeś, to jest właśnie twoja śmierć.

I w takim stanie zastaje cię okres Wielkiego Postu, rekolekcji, katechez, możliwość skorzystania z Sakramentu Pokuty. Prawie codziennie byłam w tym czasie w kościele. Dochodziły próby do Triduum dwa razy w tygodniu, spotkania scholi dziecięcej córek. Było naprawdę ciężko, zwłaszcza, że dzieci odbierałam na biegu ok 17tej ze szkoły. Ale opłaciło się. Zrozumiałam, że ja także wewnątrz umierałam każdego dnia. A tutaj nagle księża wskazują mi, że „popatrz niewiasto, Jezus umarł i Zmartwychwstał, On cały czas jest przy tobie, kocha cę i czeka na znak. Chce pomóc. Tylko mu pozwól, a przede wszystkim zrozum i zaakceptuj”.

Gdy zaczęło się Triduum Paschalne poczułam ogromny lęk, a co jeśli się nie uda, zapomnę tekstu, melodii, stanę przed tymi wszystkimi patrzącymi się na mnie ludźmi i zamilknę na amen? Można nazwać to chyba tremą. W Wielki Czwartek również pracowałam, zwolniłam się tylko godzinę wcześniej, biegiem do domu, coś na szybko zjeść i przebrać się. Pierwszy dzień, a tak ważny – pamiątka Ostatniej Wieczerzy, to wtedy Jezus oddał się nam w komunii świętej, chleb i wino przemienił w swoje ciało i krew. Tego wieczoru Jezus obmywał także nogi swoim uczniom, chociaż oni mocno protestowali. Przecież to on był ich nauczycielem, oni powinni mu służyć. To jest jeszcze jeden symbol, który w pełni zrozumiałam, gdy obejrzałam serial dla dzieci, zresztą bardzo fajny „Księga ksiąg”. Jezus jest przecież Synem samego Boga, mógłby chodzić po świecie i pysznić się tym, kazać sobie usługiwać i wielbić. A w Piśmie Świętym czytamy, że to on zawsze służył ludziom, pomagał, nie wywyższał się. To przykład dla nas, wzór postępowania, nawet jak uważamy, że jesteśmy nie wiadomo jak mądrzy, wielcy i ważni.

Wielki Piątek był dla mnie najcięższym dniem, opis Męki Pańskiej, ten ogrom cierpienia, przez który przeszedł Jezus. Śpiewy były smutne i długotrwałe, zwłaszcza gdy lud całował krzyż. Odczułam ogromne zmęczenie na ciele ale i na duszy, chociaż wiedziałam, że wkrótce będzie koniec. Pan Jezus cierpiał, a my razem z nim w każdym wersie „Krzyża Chrystusa” i „Ludu mój ludu”. Gdy wreszcie się dokonało, opadłam bez sił na ławce, a w domu zasnęłam ciężkim snem.

Nastała wreszcie Wielka Sobota, czas radosnego oczekiwania, jeszcze przepełnionego ciszą. Rano ostatnie przygotowania, święcenie pokarmów, można było jeszcze skorzystać z Sakramentu Pokuty, gdzie księża dzielnie dawali ostatnią szansę na oczyszczenie sumienia. Gdy zbliżał się wieczór, czułam ogromne podekscytowanie, wreszcie nadeszła Wigilia Paschalna.

Klimat jaki panował w kościele nie można porównać z żadnym innym w ciągu całego roku. Wygaszone światła, ministranci w ciszy rozdają świece, tym którzy ich nie przynieśli i zaczyna się. W odpowiednim miejscu poza kościołem rozpalone zostaje ognisko. Gdy lud się zgromadził, celebrans, którym teraz był Ksiądz Jarosław, poświęcił ogień, na paschale wyżłobił ramiona krzyża, litery Alfa i Omega (pierwszą i ostatnią z alfabetu łacińskiego), cyfry bieżącego roku i umiecił pięć symbolicznych gwoździ. Zapalił paschał od nowego ognia, mówiąc głośno: „Niech światło Chrystusa chwalebnie zmartwychwstałego rozproszy ciemności naszych serc i umysłów”. Wyruszyła procesja do kościoła. Wszyscy zapalali świece od płomienia paschału, podając sobie światło. Piękno tej sceny zapiera dosłownie dech w piersi. Ale to następny fragment sprawił, że poczułam coś w środku, jakby i we mnie zapaliła się mała świeca nadziei. Ksiądz Krystian cudownie zaśpiewał Exsultet – orędzie paschalne, starożytny śpiew wykonywany podczas Wigilii Paschalnej. Wyśpiewał wspaniałość Bożego dzieła odkupienia świata – od grzechu Adama aż do zbawienia, które dokonało się w Chrystusie. Przytoczę tylko fragment:

„Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu i przeprowadziłeś suchą nogą przez Morze Czerwone. Jest to zatem ta noc, która światłem ognistego słupa rozproszyła ciemności grzechu, a teraz ta sama noc uwalnia wszystkich wierzących w Chrystusa na całej ziemi od zepsucia pogańskiego życia i od mroku grzechów, do łaski przywraca i gromadzi w społeczności świętych.

Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni. (…)

Uświęcająca siła tej nocy oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym, rozprasza nienawiść, usposabia do zgody i ugina potęgi.”

Tak, poczułam uzdrawiającą moc światła i Tej Nocy! Nasz śpiew sięgnął aż pod niebiosa, gromkie Hosanna i Alleluja! Mam nadzieję, że też to czuliście. Odnowiliśmy także nasze przyrzeczenia chrzcielne, wzywając o pomoc wszystkich świętych.

Nigdy jeszcze nie przeżyłam Wielkiej Nocy tak intensywnie i w pełni. Jezus Zmartwychwstał. Prawdziwie powstał. Alleluja!!!

Teraz kilka słów o Rezurekcji, to już był dużo cichszy i spokojniejszy poranek, największe emocje były w Wigilię Paschalną i w Noc Zmartwychwstania. Po procesji, Ksiądz Sławomir podczas homilii wypowiedział słowa, które można uznać za podsumowanie całego czasu oczekiwania i przygotowania a wreszcie samego Triduum Paschalnego. Dla mnie to było jak kropka na końcu zdania. Apostołowie nie do końca rozumieli, co się właściwie dzieje, słuchali słów swojego nauczyciela, widzieli jakie cuda czynił. Ale w momencie największej próby, aresztowania ich mistrza, zawiedli tak naprawdę Jezusa, nie zrobili nic by go uratować, nawet jego najwierniejszy uczeń wyparł się go trzy razy. Nie uwierzyli też, gdy zobaczyli swego Nauczyciela jak im się ukazał Zmartwychwstały. A przecież oni widzieli na własne oczy, byli jego uczniami, mieli Go na wyciągnięcie ręki. Teraz myśleli, że to duch, zjawa przechodząca przez ściany. Musieli go dotknąć. Pismo wskazuje, że nawet, gdy po czterdziestu dniach Jezus wstępował do nieba, niektórzy nadal wątpili w to co widzą. Widzieli przecież śmierć, ciało Chrystusa zamykane w grobie. Wiecie co sprawiło, że uwierzyli i poszli dalej głosić Dobrą Nowinę? Jezus wysłał im Ducha Świętego, ten rozjaśnił im umysły i napełnił wiarą. Wyszli i w różnych językach zaczęli głosić Słowo Boże. Módlmy się, żeby i nam ta moc płynąca ze Zmartwychwstania rozjaśniła nasze życie. Jak wskazał ksiądz Sławomir, życie nie stanie się nagle lepsze, kłopoty nadal będą. Ale z mocą Ducha Świętego będziemy inaczej do tego podchodzić, żyć w pełni, korzystać z tego co niesie nam codzienność. Ja też się o to modlę.

 

Gosia

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *