Św. Grzegorz Wielki

Nazwano go Grzegorzem Wielkim. Jego naturę bardziej jednak odzwierciedla przydomek nadany mu w kulturze wschodniej. Dialogos. Człowiek rozmowy. Otwarty na dialog.

Podoba mi się jego wiarygodność i opanowanie, pewność siebie i nienarzucający się sposób bycia a także to, że chociaż raz w życiu spanikował i chciał schować się pod ziemię. Jak Jonasz. I prawie mu się to udało.

Było to wtedy, kiedy wybrano go na papieża. Jednogłośnie zadecydowano – to on będzie najlepszym następcą Pelagiusza II na te trudne czasy. Za jakiś czas jeszcze się powtórzy ta bezwzględna zgoda. Sam zainteresowany zdaje się być odmiennego zdania.  Daje nogę i … chowa się w jaskini. Ponoć odnaleziono go bo miejsce wskazał ognisty słup z nieba. Czy naprawdę uciekł z miasta? Tego na 100% nie wiemy. Może to i legenda. Na pewno pisał do swoich znajomych duchownych na wschodzie, żeby nie zgadzali się na jego kandydaturę. I to nie była żadna kokieteria. Nie wydaje mi się też, żeby wątpił w swoje umiejętności. To prawda, nie miał jeszcze pełnych święceń kapłańskich, ale piastował już wcześniej bardzo odpowiedzialne stanowiska. Najpierw namiestnika Rzymu. Kiedy złożył wymówienie z tej intratnej posadki, stukali się w głowę znajomi i zazdrośnicy. Miał wtedy już 35 lat, takich rzeczy się nie robi w tym wieku. Rzucić taką fuchę i przystać do benedyktynów? We własnym domu założyć zakon? No, no…

Po jakimś czasie wyjechał na wschód. W Konstantynopolu był przedstawicielem ówczesnego papieża, nuncjuszem apostolskim dziś powiedzielibyśmy. Trudny teren.

I wreszcie nadszedł rok 590. 7 lutego zmarł Pelagiusz II. To jego św. Grzegorz miał zastąpić na tronie Piotrowym. I mimo oporu i prób ucieczki – został kolejnym papieżem. Miał wtedy 50 lat.

Prawda, że czasy były ciężkie. Rozpad Cesarstwa Rzymskiego, wędrówki ludów, wielość przeróżnych barbarzyńskich i pogańskich narodów no i jeszcze na sam początek dziesiątkująca ludność Rzymu dżuma.

Kiedy zaraza zbierała swoje krwawe żniwo, nowo wybrany papież Grzegorz zarządził powszechną pokutę. W siedmiu kościołach siedem stanów społecznych miało modlić się żarliwie. Potem ulicami Wiecznego Miasta wyruszyła procesja. Wtedy to ujrzano anioła chowającego do pochwy ociekający krwią miecz. Aniołem tym był sam Michał Archanioł. Do tej pory na budynek, na którym widziano jego postać mówi się Zamek św. Anioła. Nazwę Mauzoleum Hadriana spotkamy raczej w przewodnikach.

Przyszedł czas na układanie relacji z resztą świata. Pogańskiego świata. Do tej pory Stolica Piotrowa praktyczne kwestie ewangelizacji pozostawiała raczej świętym zapaleńcom oraz władcom poszczególnych narodów. Św. Grzegorz potraktował tę kwestię bardziej osobiście. Dzięki jego taktowi, dyplomacji, ale i pewności siebie chrzest przyjęli hiszpańscy Wizygoci, Brytyjczycy (o świętym władcy Kentu Ethelbercie już tu kiedyś pisaliśmy), Gallowie, Longobardowie…

W czasie swojego piętnastoletniego pontyfikatu ani chwili nie próżnował. Programem jego był tytuł, który sam nadał sobie na samym początku: servus servorum Dei – „sługa sług Bożych”. Opiekował się biednymi, nadzorował urzędników kościelnych, piętnował nadużycia. Pisał listy (zachowało się ich 852, a ile pewnie się nie zachowało!), homilie i inne dzieła ewangelizacyjne.

Ujęło mnie, że pośród tak wielu poważnych spraw, zajął się również czymś tak z pozoru błahym, jak śpiew w kościele. W tamtym czasie muzyka wprowadzona do liturgii miała swoje liczne źródła. Pochodziła z tradycji żydowskiej (synagogalnej), greckiej oraz bizantyjskiej. Św. Grzegorz zebrał pieśni kościelne, uporządkował je i ujednolicił. Założył szkołę kantorów, którzy mieli po ukończonej nauce iść w świat i uczyć innych prawidłowego śpiewu. Bez zapisu  nutowego. Były to łacińskie śpiewy jednogłosowe solowe albo chóralne i bez akompaniamentu. Chorał gregoriański.

Grzegorz zmarł 12 marca 604 r. Po jego śmierci powszechnie  wołano „santo subito”. Obchód ku jego czci przypada obecnie 3 września, w rocznicę konsekracji biskupiej. Jest patronem m.in. uczniów, studentów, nauczycieli, chórów szkolnych, piosenkarzy i muzyków.

Ciekawostki:

  1. Benedyktyni ślubowali ubóstwo. Wedle niegdysiejszej reguły nie wolno im było posiadać pieniędzy. Dlatego, kiedy u jednego ze zmarłych braci po łóżkiem znaleziono pewną ilość gotówki, św. Grzegorz (wtedy jeszcze opat) w celach wychowawczych rozkazał pochować go bardzo skromnie. Niektórzy piszą, że w niepoświęconej ziemi. Martwił się jednak losem grzesznego brata, dlatego przez 30 dni, codziennie odprawiano za jego duszę mszę. Po tym czasie, ukazał się on św. Grzegorzowi we snie. Powiedział mu, że dzięki tej modlitwie czas jego w czyśćcu znacznie się skrócił. No to już wiemy, skąd pochodzi tradycja odprawiania mszy gregoriańskich
  2. Ponoć św. Grzegorz miał swoje pisma dyktować siedząc za kotarą. Pewnego dnia jeden ciekawski pisarz zajrzał za przepierzenie i zobaczył, że mądre słowa podpowiada papieżowi sam Duch Święty pod postacią gołębicy.
  3. Myślicie, że pewnie miał końskie zdrowie, skoro prowadził tak aktywne życie? Otóż właśnie odwrotnie. Był słabego zdrowia. Miał podagrę. Nie przeszkadzało mu to jednak robić tych wszystkich dobrych rzeczy, o których właśnie się dowiedzieliśmy.