Okiem dziecka – Boże Narodzenie

Kochani. Nie da się ukryć – Święta tuż, tuż. Dziś ostatni dzień rekolekcji prowadzonych przez księdza Darka. Uczestnictwo w nich i przedświąteczna spowiedź to niewątpliwie najlepsze przygotowanie na dobre przeżycie tego czasu.
 
My przygotowaliśmy dla Was coś więcej. Aż do Wigilii publikować będziemy teksty naszych parafian. Czym dla nich jest Boże Narodzenie, z czym im się kojarzy, jakie uczucia przywołuje? Posłuchajcie!
 
Zaczynamy od tekstu Wiktorii, czyli „Okiem dziecka”.
 
Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia to chyba najprzyjemniejszy czas w roku – chociaż wakacje też są przyjemne.
 
Ze świętami kojarzą mi się same fajne rzeczy – na początek prezenty mikołajkowe. I w domu, i w szkole, i w kościele. Kto by tego nie lubił? I to odwieczne straszenie rodziców, że tym razem to już na pewno będzie rózga! Mamy niestety szlaban kalendarze adwentowe ze słodyczami – dwa lata temu, razem z bratem, jednego wieczoru dokończyliśmy cały kalendarz, co trochę zdenerwowało mamę. Wolimy nie poruszać tego tematu.
 
Poranne wstawanie na roraty jest już trochę trudniejsze – ciemno za oknem i nie za bardzo chce się wychodzić spod kołdry. Gdy jednak łapiąc lampion w jedną rękę, a plecak w drugą wychodzę z domu to czuję radość, że się jednak udało. A na koniec kakao i pączek, z którego tato musi mojemu bratu wyjeść dżem, którego on nie lubi. Rodzice odprowadzają nas potem do szkoły, chociaż zazwyczaj chodzimy sami – nie ma już tego rozgardiaszu, jaki zawsze mamy rano przed szkołą, szukając zagubionego zeszytu do matematyki czy rękawiczek.
 
Pieczenie i ozdabianie pierników – pyszności! Wygląda to tak, że wcześniej pieczemy pierniki. Mama robi ciasto, ja z bratem wycinamy a tato piecze. Jest tego zawsze strasznie dużo! Ozdabianie jest najfajniejsze – rozkładamy stół, wyciągamy wszystkie lukry i posypki. Często przyjeżdża do nas wtedy nasze cioteczne rodzeństwo. Ozdobione pierniki, które mama uratowała przed ukradkowym zjedzeniem, pakujemy do torebeczek, zawijamy wstążeczką i rozdajemy w czasie świąt dla całej rodziny.
 
Nie zawsze starcza nam czasu na zrobienie świątecznych kartek z życzeniami, ale odkąd umiem pisać to do mnie należy wypisywanie kartek. Wolę jednak składać życzenia na żywo, bo pisanie kartek jest nudne.
 
W ubieraniu choinki biorą z nami udział nasze dwa koty, które próbują ściągać bombki i wszystko co są w stanie dosięgnąć. Z tym, czego nie dają rady dosięgnąć też sobie radę dają, co szczególnie słychać w nocy, a widać rano.
 
Wigilię spędzamy raz u jednych dziadków, raz u drugich. Zjeżdża się cała rodzina, jest głośno i wesoło. I zawsze jest walka o słodkie kluski z makiem, które robi babcia w wielgachnym garnku. Zastanawiam się tylko, kiedy dorośli w końcu przestaną przebierać się za Mikołaja – ale chyba sami się przy tym dobrze bawią.
 
Wspólne śpiewanie kolęd jest niezapomnianym przeżyciem – wujek fałszuje okropnie i myli słowa, a babcia śpiewa swoją wersję. Strasznie to wszystko lubię.
 
A gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Chyba w tym, że tak wiele rzeczy udaje nam się robić razem. Szkoda, że święta są tylko raz do roku.
 
Wiktoria (10 lat)