Wielki Piątek

Wielki Piątek jest jedynym dniem w ciągu całego roku liturgicznego, w którym nie odprawia się Mszy Świętej. W tym dniu dokonała się ofiara Jezusa Chrystusa, której pamiątką jest każda Eucharystia.
W miejsce Mszy Świętej uczestniczymy w liturgii Męki Pańskiej.
Centrum liturgii Wielkiego Piątku stanowi adoracja krzyża, kiedy wierni podchodzą i całują krzyż.
 
Pocałunek na drzewie krzyża jest złożeniem wyznania wiary, szacunku, wdzięczności.
Jest wyrazem miłości do Jezusa, ale także przyjęciem krzyża, który objawia się w naszym życiu.
Krzyżem może być nasz charakter, nasze słabości, upadki, grzechy nasze i innych, relacje z bliźnimi, zachowanie nasze i innych ludzi, obowiązki naszego życia. Krzyżem może być „trud szarej rzeczywistości”, a także nasze ciało, które starzeje się i słabnie, zapadamy na różne choroby.
 
Krzyż jest symbolem niezawionego cierpienia. Nie chcemy cierpieć i dlatego pierwszym naszym odruchem jest bunt przeciwko krzyżowi. Cierpienie kojarzy się nam z bólem, samotnością, bezradnością. Nie chcemy nieść krzyża w obawie, że stracimy wszystkie przywileje, przyjemności, prawa i racje.
 
Człowiek ucieka przed krzyżem ponieważ o własnych siłach nie jest w stanie go unieść.
Jeśli jednak przyjdzie do Chrystusa, to on Mu pomoże. Od chwili kiedy chcemy iść za Jezusem, zaczyna w nas mieszkać Duch Święty, który pokazuje nam inną drogę, wzmacnia nas i przynosi pokój.
 
Po co niesiemy krzyż? Żeby umarł w nas „stary człowiek” z jego pożądliwościami i nawykami,
a tym samym, żeby zrobił miejsce na nowego człowieka. Jest to proces, który nazywamy „zapieraniem”, „przekraczaniem” lub „wyrzekaniem się” siebie”, a u św. Jana określony jest terminem „obumieranie”. Coś musi umrzeć, by zrodziło się nowe. Obumieranie, o którym mówi Chrystus, przynosi życie i wewnętrzną przemianę.
 
Każdy, kto niesie swój krzyż, ma różne obszary obumierania. Obumieram, kiedy staram się nie uciekać przed tymi nieprzyjemnymi uczuciami w inne zajęcia, może łatwiejsze i bardziej satysfakcjonujące. Ale kiedy „przecierpię” ten stan przychodzi światło, pokój i wzmocnienie.
 
Mój krzyż to jest moja codzienna walka duchowa, która wymaga sporego wysiłku.
Jednak Jezus nie zostawia nas samych, daje nam siłę, pokazuje drogę i ale wskazuje wyjście,
gdy już sami jego nie znajdujemy.
 
Aby „dobrze” nieść nasz krzyż, bez narzekania, musimy: podjąć świadomą, wolną decyzję. Niesienie krzyża jest związane z zaparciem się siebie oraz przyjęciem go do naszej codzienności. Krzyż jest związany z naśladowaniem Pana Jezusa, niesienie krzyża musi być zgodne z Jego nauką.
 
Nie jest to możliwe „dobre niesienie krzyża”, jeśli w naszym życiu rządzą stare zasady: zazdrość, chęć zemsty, wygoda. Niesienie krzyża jest często trudne, bo nasza stara natura, czyli intelekt, wola, uczucia – stary człowiek walczy przeciwko naszemu duchowi i pragnieniu podobania się Bogu.
 
Bóg troszczy się bardziej o nasz charakter niż o naszą wygodę i nasz komfort psychiczny
i fizyczny. Im bardziej pozwalamy Bogu kształtować nasz charakter przez upadki, trudności, przeciwności, problemy, tym bardziej On będzie używać nas w budowaniu swego Królestwa.
 
Czy warto nieść swój krzyż? Czy warto iść śladami Jezusa aż do ukrzyżowania? Czy warto umrzeć dla siebie, swojego ego?
Jezus mówi, że tak. Bo ten, kto chce zachować swoją duszę (swoje ego), ostatecznie ją straci.
Ale ten, kto teraz straci swoją duszę dla Jezusa i codziennie umiera dla siebie, by żyć dla Jezusa,
tak naprawdę zachowuje i swoją duszę, i zyskuje więcej.
 
Ola
 
Opracowane na podstawie: „Słowo i życie”, „Nieś swój krzyż” W.Świątkowski, katolickie portale internetowe
 
 
Ten i więcej tekstów znajdziecie w najnowszym numerze naszej gazetki. Online dostępny na naszej stronie tutaj
 
Możliwe, że są jeszcze jakieś egzemplarze przy wyjściu z kaplicy. 🙂